|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
|
A
A
A

W Tarnowie zapadł jeden z pierwszych wyroków za złamanie zakazu handlu w niedzielę

Tarnowski sąd skazał właścicielkę sklepu przy ulicy Tuchowskiej na 1 200 złotych grzywny. Co ciekawe, kobieta sama poprosiła o kontrolę Państwową Inspekcję Pracy. Jak tłumaczy Radiu Kraków, chciała się upewnić, że może prowadzić działalność, bo sprzedaje pamiątki i dewocjonalia, których to zakaz handlu w niedzielę i święta nie dotyczy. Inspektor pracy stwierdził jednak, że sklep przy Tuchowskiej to tak naprawdę pchli targ i zakaz go obowiązuje. Sąd przyznał mu rację.

Fot. pexels

"Stwierdziłem, że to nie są żadne pamiątki. W tym sklepie są sprzedawane używane rzeczy, to jest tzw. pchli targ. Pracodawczyni próbowała bardzo mocno mnie przekonać, że to są pamiątki i że ona podlega pod to wyłączenie z ustawy. Chciała, żebym jej napisał, że może prowadzić handel w niedzielę. Nie mogłem tego zrobić. W związku z tym, że ona nie przyjmowała do wiadomości moich argumentów, został skierowany wniosek o ukaranie do sądu. Gdyby przyjęła do wiadomości, że nie może prowadzić handlu w niedzielę, to zostałoby zastosowane ostrzeżenie" - wyjaśnia inspektor pracy z Tarnowa Janusz Babiec.

Jak dodaje w rozmowie z Radiem Kraków, kobieta prowadziła podobny sklep, w którym kontrolę przeprowadzili inspektorzy pracy z Rzeszowa i również skierowali wniosek do sądu o ukaranie. Jego zdaniem, kobieta chciała wymusić zaświadczenie od tarnowskiej inspekcji pracy, żeby później przedstawić je przed rzeszowskim sądem.

Pani Joanna przekonuje w rozmowie z Radiem Kraków, że jej działalność jest zgodna z prawem. Jak podkreśla, przed wejściem w życie ustawy konsultowała te kwestie z kilkoma prawnikami, a spółka w profilach działalności miała wpisany handel pamiątkami i dewocjonaliami. O wyroku tarnowskiego sądu dowiedziała się od dziennikarza Radia Kraków. Został on bowiem wydany w tzw. trybie zaocznym, bez udziału oskarżonej. Ta przekonuje, że nie wiedziała o rozprawie.

Rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Tarnowie Tomasz Kozioł podkreśla, że kobieta została zawiadomiona o rozprawie. Wyrok został jej przesłany pocztą, ale listu nie odebrano. Jak dodaje Kozioł, przed posiedzeniem sądu złożyła zastrzeżenia na pismie do stanowiska tarnowskiego oddziału Państwowej Inspekcji Pracy w Krakowie. Kobieta przekonywała, że oględziny i kontrola inspektora pracy zostały przeprowadzono wybiórczo, bo jej zdaniem przeważająca część asortymentu, którym handluje to właśnie przedmioty związane z religią oraz "przedmioty o charakterze pamiątkowym, wspomnieniami z wakacji, dzieciństwa, wydarzeń z różnych okresów życia różnych osób".

"Wskazała, że te przedmioty zajmują 70 procent powierzchni w sklepie i handel nimi stanowi przeważające źródło dochodu i zatrudnienia dla pracowników. Sąd nie podzielił tych argumentów. Oparł się na sprawozdaniu PIP oraz zdjęciach wykonanych przez inspektora. Sąd uznał, że biorąc pod uwagę całokształt tego asortymentu nie można przyjąć, aby handel w przeważającej mierze dotyczył czy to pamiątek, czy dewocjonaliów" - tłumaczy w rozmowie z Radiem Kraków, sędzia Tomasz Kozioł.

Według inspektorów pracy kobieta handlowała artykułami używanymi. Odzieżą, obrazami w tym o tematyce religijnej, meblami, antykami, ale też np. przenośnymi lodówkami turystycznymi, myjkami ciśnieniowymi, wiertarkami, grami komputerowymi, zabawkami, czajnikami, tosterami, przedmiotami kultu religijnego, czy nawet przenośnymi sejfami.

Pani Joanna przekonuje w rozmowie z Radiem Kraków, że inspektor pracy nie chciał słuchać jej wyjaśnień. Podkreśla, że mogłaby udowodnić dokumentami finansowymi, że przeważająca część jej działalności to właśnie handel pamiątkami i dewocjonaliami. Ale zdaniem kobiety nikt ich nie chciał oglądać. Pani Joanna przyznaje, że po kontroli inspektora pracy w Rzeszowie została ukarana grzywną w wysokości 3 tysięcy złotych i że przez brak możliwości handlu w niedzielę musiała zamknąć sklepy w Tarnowie, Rzeszowie i Jaśle i zwolnić 16 osób. Dodaje też, że jeden z inspektorów sugerował jej, żeby wstawiła sobie do sklepu automat do kawy. Jego zdaniem wtedy mogłaby prowadzić swoją działalność. Kobieta przekonuje jednak, że nie chciała "omijać" przepisów.

Ustawa przewiduje, że kara za złamanie zakazu handlu może wynosić od tysiąca do 100 tysięcy złotych. Inspektor pracy wnioskował do sądu o 3 tysiące złotych, ten skazał właścicielkę na 1200 złotych grzywny. Jak wyjaśnia kierownik tarnowskiego oddziału Państwowej Inspekcji Pracy w Krakowie Benedykt Zygadło, instytucja ta nie odwoływała się ze względu na charakter sprawy i to, że do tej sytuacji doszło 11 marca, czyli w pierwszą niedzielę obowiązywania zakazu. "Część osób decydujących się na otwarcie w tym dniu swoich sklepów nie do końca wiedziała jaki jest zakres regulacji" - podkreśla Benedykt Zygadło.

Od początku obowiązywania ustawy inspektorzy pracy z Tarnowa odnotowali 6 przypadków złamania zakazu. W dwóch dotyczyło to remanentu oraz układania towaru na półkach, dlatego skończyło się to tylko ostrzeżeniem. Podobnie było w przypadku obsługującej sklep osoby z rodziny właściciela, która była zatrudniona na umowę zlecenie - chociaż przed wejściem w życie ustawy Państwowa Inspekcja Pracy informowała, że osoby z rodziny właściciela mogą mu pomagać w tym czasie wyłącznie nieodpłatnie.

Jak wyjaśnia kierownik tarnowskiego oddziału PIP w Krakowie, początkowo stwierdzone przez inspektorów pracy przypadki naruszenia przepisów ustawy wynikały z jej niezrozumienia. Benedykt Zygadło podkreśla jednak, że teraz przedsiębiorcy próbują ominąć zakaz, wykorzystując wyłączenia zawarte w ustawie, np. uruchamiając w swoich sklepach sprzedaż tytoniu lub usługi pocztowe. Tarnowski oddział Państwowej Inspekcji Pracy przekazał do sądu dwa takie przypadki, aby ten rozstrzygnął, czy jest to działanie zgodne z prawem.

 

 

(Bartek Maziarz/ew)

35%
65%
WASZE KOMENTARZE

Liczba komentarzy: 9

JanKo

Piątek, 14 września 2018, 19:10

@ZUZA

Gdzie byłeś ZUZA gdy Pan Bóg rozumem obdzielał?

Odpowiedz

Pamiątkowy Dewot

Czwartek, 13 września 2018, 23:09

Oj jaka poszkodowana. Handlowali tam wszystkim na tym Pchlim Targu na Tuchowskiej w Tarnowie. (to samo "dziadostwo" co Flomark). "Według inspektorów pracy kobieta handlowała artykułami używanymi. Odzieżą, obrazami w tym o tematyce religijnej, meblami, antykami, ale też np. przenośnymi lodówkami turystycznymi, myjkami ciśnieniowymi, wiertarkami, grami komputerowymi, zabawkami, czajnikami, tosterami, przedmiotami kultu religijnego, czy nawet przenośnymi sejfami". "Kobieta przekonywała, że ...jej zdaniem przeważająca część asortymentu, którym handluje to właśnie przedmioty związane z religią oraz "przedmioty o charakterze pamiątkowym, wspomnieniami z wakacji, dzieciństwa, wydarzeń z różnych okresów życia różnych osób". Pozbierali ze śmieci (na zachodzie europy) jakieś graty i chcą przekonać, że są to pamiątki i dewocjonalia. Pamiątki to były dla tych osób co to na śmietnik wyrzucali, a nie dla tej cwaniary spod Pilzna. Brawo dla tych prawników co taką koncepcję wymyślili, że używana odzież np. z lat 80-tych to pamiątka tamtych czasów i osób !!!!!!!!!! Stary rower 20 letni to też pamiątka tamtych czasów - przecież każdy mógł mieć 20 lat temu podobny rower (bo nie taki sam) - i to jest pamiątka tamtych czasów:) Cały ich Pchli-Targ to były pamiątki! Mam w garażu kilka pustych butelek po piwie (bezzwrotne) - ale to pamiątka z wakacji nad morzem, chętnie sprzedam:) Ze zużytymi prezerwatywami też na pewno wiąże się ciekawa historia

Odpowiedz

tarnów wieś

Czwartek, 13 września 2018, 22:52

odpusty tez zlikwidowac

Odpowiedz

ZUZA

Czwartek, 13 września 2018, 16:26

Ciekawe jak inspektor potraktowalby sklepiki przy kościołach, bazylikach gdzie oprócz dewocjonaliow można nabyć soki, ciasta, napoje nie tylko bezalkoholowe...

Odpowiedz

Piasta

Czwartek, 13 września 2018, 16:00

co za dramat. a za rogiem neandertale atakują. gangi po ulicach szaleją. Kombinować ma się nie opłacać. Od tego jest państow by pilnować, w tym różne dziwne sieci handlowe.

Odpowiedz

Czwartek, 13 września 2018, 15:26

Pani nie może, ale wielki hipermarket będzie mógł, bo ma pieniadze na mózgi prawnicze.

Odpowiedz

6

Czwartek, 13 września 2018, 14:54

Ej sorry, ale jaka tu uczciwość jak 70% towaru to pamiątki, a 30% to nie pamiątki. To pierwsze podlega pod zwolnienie, a drugie nie. Znając cwaniactwo niektórych równie dobrze za tydzień mogły być to odwrócone proporcje, a za 2 tygodnie doszły by cukier, mąka i chleb. Przecież ta Pani właśnie próbowała zrobić dokładnie to co sam napisałeś, czyli "Trzeba kombinować, omijać i naginać przepisy żeby móc przetrwać". To takie rozumowanie trochę jak: na autostradzie można jechać 140km/h. Przez 2 kilometry będę jechał 250km/h, a przez pozostałe 100km/h. Średnia przecież wyjdzie poniżej 140km/h...

Odpowiedz

Czwartek, 13 września 2018, 14:36

Mają kułaczke!!!Jak nie zapłaci,to za pracę może zaliczyć odsiadke.Brawo urzędasy!!!-bez was nie byłoby ani PRL ani teraz prawdziwej,,wolnej"Polski.

Odpowiedz

Czwartek, 13 września 2018, 14:14

Wniosek: nie opłaca się być uczciwym i lojalnym w tym chorym kraju. Trzeba kombinować, omijać i naginać przepisy żeby móc przetrwać.

Odpowiedz