|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Prof. Paweł Kubicki: "Dla Krakowa problemem jest turystyfikacja"

Krakowowi zagraża tzw. turystyfikacja, czyli niszczenie miasta poprzez nadmierny ruch turystyczny - tak uważa prof. Paweł Kubicki, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podobny problem dostrzegły władze kilku miast europejskich - w tym Amsterdamu, który zrezygnował już z wydatków na promocję. Także w Krakowie dyskutuje się o konieczności powołania specjalnego Okrągłego Stołu Turystycznego.

Posłuchaj rozmowy

fot: RK

Zapis rozmowy Jacka Bańki z prof. Pawłem Kubickim, socjologiem z UJ.

 

Kraków porządkuje przestrzeń publiczną. Znikają reklamy i naganiacze. Teraz chce jeszcze ograniczyć dostęp do alkoholu nocą. To jasny sygnał, że wyczerpuje się dotychczasowy model turystyki w Krakowie?

- Tak. Nie tylko w Krakowie. To jest w całej Europie. Tam turystyka miejska stała się bardzo popularna. Dekadę temu wiele miast przyciągało turystów. Teraz miasta starają się turystów zniechęcać. Ich jest za dużo. Mówi się o turystyfikacji. To niszczenie przestrzeni miejskich przez nadmierną liczbę turystów.

 

Turystyfikacja to coś pochodnego od gentryfikacji?

- Można tworzyć różne neologizmy. Gentryfikacja jest pojęciem zakorzenionym od dłuższego czasu. To jest zagrożenie w wielu miastach na zachodzie. U nas nam to bardzo nie zagraża. Główny kapitał gentryfikacyjny w Polsce jest pod miastem, na przedmieściach. Głównym gentryfikatorem jest klasa średnia. Dla Krakowa czy Gdańska problemem jest turstyfikacja. To dominacja mieszkań na wynajem krótkookresowy. Nawet jeśli przyjmiemy model klasycznej gentryfikacji, kiedy szlachetni wypierają nieszlachetnych z pewnej przestrzeni, to wciąż są to stali mieszkańcy, którzy tam płacą podatki, dbają o przestrzeń, W przypadku turystyfikacji są ludzie przepływu na krótki czas. To turyści na kilka dni, biznesmeni i osoby, które chcą pomieszkać tydzień, dwa w modnym mieście. To problem. Centra zamieniają się w przestrzenie przepływu, o które nikt nie dba. O to zwykle dbają sami mieszkańcy.

 

Skoro ta przestrzeń wiąże się z logiką rynku, to trzeba o nią zadbać, żeby ona funkcjonowała.

- Oczywiście. Zadbają władze miejskie. Jeśli jednak nie ma mieszkańców, którzy tworzą więzi, nie ma dbania o przestrzeń. W Krakowie jest problem z funkcjonowaniem wspólnot mieszkaniowych. Coraz więcej mieszkań to mieszkania inwestycyjne. Właściciel je kupuje, żeby wynająć. We wspólnocie głos mają właściciele, nie najemcy. Gdy gros mieszkań jest inwestycyjnymi, wspólnota nie działa. Nie ma remontów, mikrospołeczności. To problem. Nie wystarczy czekać, aż służby posprzątają śmieci. To wychodzi od wspólnot. One powinny dbać o lokalność.

 

Z Krakowa powinien popłynąć komunikat – turyści już do nas nie przyjeżdżajcie?

- Nie aż tak. Jednym z atutów Krakowa jest jego dziedzictwo. To przyciąga kapitał. Widać jednak, że nadmierna ilość turystów, którzy chcą tu spędzić 24 - 48 godzin na imprezach, nie jest mile widziana.

 

Jest już rodzaj konfliktu mieszkańcy-turyści?

- Jeśli mieszkamy w kamienicy, która była miłym miejscem, ale nasz co drugi sąsiad to hostel dla imprezowiczów, to mamy sytuację konfliktową.

 

Jakie mamy narzędzia, żeby ograniczać negatywne skutki turystyfikacji?

- Narzędzia należy wydyskutować. Popatrzmy na miasta europejskie, które mają problem – Amsterdam, Barcelonę, Wenecję – każde stara się dostosować narzędzia do kontekstu. Tam są inne problemy. Dyskusja na temat turystyki w Krakowie i negatywnego jej aspektu się rozpoczęła. Są debaty, konferencje. W ramach tego zostaną wypracowane pomysły dla Krakowa. Musimy wziąć pod uwagę też nasze ramy prawne.

 

Teraz dwie kwestie. Jedna to pomysł utworzenia w Krakowie okrągłego stołu turystycznego. Jest to konieczne?

- Tak. Z jednej strony mówimy o mieszkańcach, którzy czują dysfunkcje. Jednak turystyka to kilkanaście procent miejsc pracy w Krakowie. Trzeba to pogodzić. Okrągły stół, gdzie można skonfrontować mieszkańców z budżetem mieszkańców i miasta, to idealna sytuacja. Strony się podzielą pomysłami.

 

Podkreślił pan rolę ustawodawcy. Jakie narzędzia mógłby otrzymać samorząd, żeby sobie radzić sobie z problemami turystyfikacji?

- Trudno teraz szukać rozwiązania. Przy stole byliby przedstawiciele samorządu, ale powinni być też przedstawiciele państwa. Tu jest problem mieszkańców, biznesmenów i osób stanowiących prawo. Jak oni się spotkają to wydyskutuje się pewne narzędzia. Nikt wtedy nie straci.

 

W pana ocenie Kraków powinien ograniczyć wydatki przeznaczone na promocję?

- Pewnie tak. Amsterdam już nie wydaje na reklamę. Jest to tak rozpoznawalne miasto... Nadmiar turystów też powoduje, że to jest absurdalne. Pewnie tak. Kraków też jest już bardzo rozpoznawalny. Nie jest to ekstraklasa, ale 1. liga miast w Europie. Nie znam środków, ale widać, że promocja i marketing miasta nie są takim wyzwaniem dla samorządów jak 10 lat temu.

 

Co zrobić z siecią tanich połączeń lotniczych? Tego się nie zamknie z dnia na dzień.

- Oczywiście. Jednym z czynników, które spowodowały problem, są tanie linie lotnicze. Pomysł tanich linii miał tworzyć nowe możliwości rozwoju miasta. Kiedy znikał przemysł w miastach europejskich, zwrócono uwagę, że to turystyka będzie jednym z ważnych gałęzi przemysłowych miast. Mieszkańcy będą mieli nowe miejsca pracy. Jednak nadmiar turystyki powoduje więcej strat dla miast.

 

Może jakość życia w Krakowie na tym nie cierpi aż tak bardzo? Z danych GUS wynika, że Kraków ma największy przyrost naturalny spośród największych miast, między innymi przez migrację młodych osób. Decyduje o tym jakość życia.

- Oczywiście. Jesteśmy jednak w takim punkcie, kiedy ta jakość może się radykalnie obniżać. Wenecja jest już skansenem. Mało kto tam mieszka. Jak Kraków będzie skansenem, to te osoby, które dzisiaj migrują do Krakowa, wyprowadzą się. Dobrze, że ta dyskusja rusza. Jeszcze nie ma katastrofy, ale czerwone światełka już się palą. Ja turystyka się rozleje na kolejne dzielnice, spadnie jakość życia. Ludzie, którzy wybierali Kraków, znajdą inne miejsce do życia.

 

Jak pan czyta te dane GUS?

- Jestem zbudowany. Jednak dane oficjalne są fatalne. One mówią, że w Krakowie mieszka 760 tysięcy osób. Te dane GUS pokazują, że mieszkańców Krakowa jest dużo więcej. W Krakowie mieszka około miliona osób. W Warszawie ich się nazywa słoikami. Trudno powiedzieć, ile ich jest w Krakowie. Kraków ma moc przyciągania. Dzieci się rodzą w krakowskich szpitalach. Ile z nich wyjeżdżą poza miasto, bo ich rodzice wybrali mieszkanie pod Krakowem, ale dzieci rodzą się w Krakowie i tu będą się uczyć? Problemem jest też ta suburbanizacja, gdzie wypływa klasa średnia. Gdzie te dzieci będą mieszkały?

 

Mamy też inicjatywę w postaci karty krakowskiej. Od sierpnia osoby płacące podatki w Krakowie, będą miały 20% zniżki na komunikację miejską i nie tylko. To może być przełomowy moment?

- To ważne, ale nie przełomowe. Przełomem powinna być nowa klasyfikacja obywateli miasta. Ciągle stajemy się statystycznym mieszkańcem Krakowa, gdy stajemy się właścicielami mieszkania i możemy się zameldować. Osoby wynajmujące… Ich jest coraz więcej. Mamy wielki sektor związany z korporacjami. To dzisiaj około 70 tysięcy miejsc pracy. Gors z tych osób wynajmuje mieszkania. To też mieszkańcy. Mamy 200 tysięcy studentów, oni nie są wliczani do tego. Ważnym elementem jest to, że poczucie obywatelstwa buduje się tym, że płacimy podatki w miejscu, gdzie mieszkamy. To szersze poczucie obywatelstwa. Będę mógł głosować w wyborach. To wynika z faktu symbolicznego. Jestem pełnosprawnym mieszkańcem Krakowa, jestem w statystyce. To też ważne. Magistrat powinien budować koalicję na rzecz tworzenia rzetelnych i dobrych danych, dotyczących realnej liczby mieszkańców miasta. Jak budować strategię miasta? Mamy budować strategię na 30 lat dla miasta, które ma 700 tysięcy mieszkańców, czy milion 200 tysięcy? Spora różnica.

 

Pan postawi znak równości między mieszkańcem a użytkownikiem miasta?

- Tak. Jest taka kategoria, ale po polsku ten user miasta fatalnie brzmi. To wynika z tego, że jest miasto w granicach administracyjnych i cała sfera aglomeracji. Te osoby dojeżdżają. One użytkują miasto, ale mieszkają w innych gminach, tam płacą podatki, tam wybierają wójta. To różnica między użytkownikiem i mieszkańcem miasta. Mieszkańcem jest też ten, który mieszka wiele lat, ale cały czas wynajmuje mieszkanie. Dlatego nie są formalnie klasyfikowani, ale to realni mieszkańcy miasta.


Zobacz też: Pytania o Kraków: Miasto tylko dla mieszkańców czy również dla turystów?

44%
56%
WASZE KOMENTARZE

Liczba komentarzy: 3

kraa

Piątek, 8 czerwca 2018, 10:21

Pierwszy problem to skansen w Rynku, bo to wywala mieszkańców.

Odpowiedz

Miś Padington

Piątek, 8 czerwca 2018, 08:37

@Smok_Wawelski

Przykra ale prawdziwa konstatacja Smoku.

Odpowiedz

Smok_Wawelski

Czwartek, 7 czerwca 2018, 16:00

Od dawna powtarzam, że zalew tego miasta przez wieśniaków ściągajacych jak misie do miodu do kolejnych budowanych dla nich biurowców (w których nie robią niczego pożytecznego dla tego miasta/kraju), kolejnych budowanych dla nich szkaradnych osiedli na wynajem (ruczaj, Avia itp), plebs turystyczny który zlatuje się tu tanimi liniami żeby się tanio nachlać mieszkając w tanich i nielegalnych apartamentach na wynajem - to nie jest żaden rozwój, to śmierć dla tego miasta

Odpowiedz