|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Jonathan Ornstein: "Polska to kraj żydowski, Izrael to polski kraj"

Prezydenci Polski i Izraela wezmą w czwartek udział w Marszu Żywych, organizowanym na terenie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Uroczystość tradycyjnie przypada w Dniu Pamięci o Ofiarach Zagłady - Jom Ha-Szoa. Pierwszy taki marsz odbył się 30 lat temu.

Posłuchaj rozmowy

fot: M. Bartkowicz

Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z Jonathanem Ornsteinem, dyrektorem Centrum Społeczności Żydowskiej w Krakowie.

 

Rozmawiamy dzień przed Marszem Żywych. To szczególna uroczystość. Jest 30. rocznica pierwszego takiego spotkania i 70-lecie państwa Izrael. Co dla pana oznacza udział w takim wydarzeniu?
- Dla mnie Marsz Żywych to bardzo ważne wydarzenie. Dla społeczności żydowskiej to ważne, że goście marszu nie odwiedzą tylko obozu Auschwitz, Treblinki i Majdanka, ale też przyjdą do nas. Nauczą się o odnowieniu życia żydowskiego w Polsce. Dlatego Marsz jest tak ważnym elementem.

Na Marszu spotkają się prezydenci Polski i Izraela. Wiemy jak napięta stała się nasza relacja, gdy zaczęła się światowa dyskusja o nowelizacji ustawy o IPN. Jest pan spokojny, że jutro nie padną zbyt mocne słowa z obu stron?
- Jestem spokojny. Jestem optymistą. Dobre relacje są ważne dla Izraela i Polski. Myślę, że obaj prezydenci to rozumieją. Będzie bardzo dobrze. Cieszę się, że oni się spotkają. W Oświęcimiu ludzie rozumieją, że Holokaust to nie jest rzecz polityczna. Wrócimy do normy.

Pan w jednym z wywiadów mówił w kontekście całego kryzysu polsko-żydowskiego, że jest potrzebne katharsis we wzajemnych relacjach. Sprawa ustawy została przez rząd odłożona. Czekamy na orzeczenie TK. Ma pan poczucie, że napięcie opadło i to katharsis już się zaczęło?
- Tak. Sytuacja jest lepsza niż miesiąc temu. Jeśli nazywamy to kryzysem to nie czujemy, że teraz jesteśmy w jego środku. Mam nadzieję, że ustawa zostanie zmieniona i sytuacja się uspokoi. Już widać znaki, że tak będzie. 

Oczywiście pytałem w kontekście mocnych słów, które padły z obu stron. Wielkie poruszenie Żydów wywołały słowa premiera Morawieckiego o żydowskich sprawcach. Pamiętamy też pana interwencję po klipie jednej z amerykańskich fundacji, w którym była mowa o polskim Holokauście.
- Tak. Różnica jest jedna. Jest prywatna fundacja i lider kraju, premier. Nie porównuję tego filmiku do słów premiera Morawieckiego. Jednak tak. Były niefortunne rzeczy z obu stron. Ludzie uczą się na błędach. Możemy iść dalej.

Podkreśla pan często optymizm dotyczący budowania partnerstwa w stosunkach. Jak pan z perspektywy 2001 roku – bo od tego momentu żyje pan w Polsce – ocenia relacje polsko-żydowskie? Co pan sądzi o polskim antysemityzmie? Jest go więcej czy mniej?
- Jest zdecydowanie mniejszy. Jest niesamowity postęp. Jestem tu 17 lat. Różnice w Polsce są niesamowite. Coraz łatwiej jest być Żydem, ale nie tylko. To samo dotyczy gejów i osób innych. Jest lepiej. Kraj jest coraz bardziej otwarty. Mam nadzieję, że tak będzie. W ciągu ostatnich 1,5 roku od władz były takie sygnały, że jest inaczej. Oczywiście nie jestem ślepy, nie mówię, że wszystko jest super i można ignorować ostatnie akcje, ale generalnie na przełomie 17 lat jest pozytywna zmiana w Polsce. Coraz więcej jest dla mnie akceptacji innych.

Za kilka dni Centrum Społeczności Żydowskiej w Krakowie będzie obchodziło 10. rocznicę istnienia. Jak do tego doszło, że w 2002 roku podczas wizyty księcia Karola w Krakowie i spotkania ze społecznością żydowską, urodziła się idea, dzięki której w 2008 roku Centrum zaczęło działać?
- To cud. Książe Karol był tutaj, żeby pomóc. Spotkał się ze starszymi ludźmi, pytał czego oni tutaj potrzebują. Oni mówili, że jest wiele synagog, ale nie mają gdzie się spotkać. On powiedział, że pomoże. Pierwotnym pomysłem był dom starców. Potem, kiedy książe Karol wrócił do Anglii, to organizacja World Jewish Relief sprawdziła sytuację w Krakowie. Oni rozumieli, że młodzi ludzie też zaczynają odkrywać swoje żydowskie pochodzenie. Zrozumieli, że lepiej zrobić miejsce dla wszystkich. Od tego momentu mamy to Centrum. Nigdy wcześniej sobie tego nie wyobrażaliśmy. Mamy 700 członków. Otworzyliśmy przedszkole żydowskie, mamy grupę studentów. Są ludzie, którzy odkryli swoje pochodzenie.

Z jednej strony jest to integracja społeczności żydowskiej, z drugiej - upowszechnianie wiedzy o kulturze i historii Żydów. Są też takie istotne działania, jak edukacja historyczna, np. wspólne zwiedzanie obozu w Płaszowie.
- Tak. Centrum Społeczności Żydowskiej nie jest tylko dla Żydów. Jesteśmy otwarci dla wszystkich. Robimy wiele akcji z Kościołem Katolickim w Krakowie, mamy ponad 55 wolontariuszy bez pochodzenia żydowskiego. To mocna współpraca. Nasze Centrum ma cel numer jeden. To ma być punkt spotkań dla wszystkich.

Jak ważna jest rola takiego miejsca i pana, jako szefa, gdy przywołamy pańską drogę – od ortodoksyjnego nowojorczyka do krakowskiego ateisty?
- To ciekawa droga. Rabin jest moim kolegą. On mówi, że nie jestem ateistą, ale jestem w inny sposób wierzący. Czuję się bardzo dobrze w Krakowie. Kraków jest moim miastem. Nie tęsknię za Nowym Jorkiem. Jestem tam co kilka miesięcy. Mam najlepsze życie. Mogę mieszkać w pięknym Krakowie i jechać do Nowego Jorku, żeby spotkać rodzinę i przyjaciół.

Komu potrzebny jest większy wysiłek w celu lepszego zrozumienia między naszymi narodami? Nam Polakom, czy także Żydom? Jest wiele blokad mentalnych, które mamy we wzajemnym myśleniu. Wiele z nich dotyczy naszej wspólnej, trudnej historii.
- Tak. Oba narody muszą więcej robić, żeby zrozumieć drugich. Mamy tak wiele wspólnych spraw, że jest to naturalne. Od Izraelczyków słyszę, że tutaj czują się jak w domu. Podobnie to działa w drugą stronę. Polak, który nie ma pochodzenia żydowskiego, jedzie do Tel Awiwu i czuje, że to polski kraj. Polska to kraj żydowski, Izrael to polski kraj. Mamy 1000 lat wspólnej historii. Stereotypy nie pomagają, ale jest chęć z obu stron. Porównanie sytuacji sprzed 17 lat do dzisiaj? Nie ma czego porównywać. W ostatnim roku mieliśmy 125 tysięcy gości w JCC. Było wielu Żydów z zagranicy. Dla nich 15 lat temu Polska była tylko cmentarzem. Chcieli zobaczyć tylko historię, nic nowoczesnego. Żydzi rozumieją już, że Polska to nie jest tylko żydowska historia, ale miejsce, gdzie Żydzi żyją także teraz. Polacy rozumieją, że Żydzi są w Polsce. Są ważne elementy przedwojenne i dzisiejsze. To dobre dla Polski i społeczności żydowskiej. 

Kiedy mówił pan, że dla wielu Żydów Polska i Kraków kojarzyły się przede wszystkim z cmentarzem, przypominały mi się słowa Stevena Spielberga. Mówił kiedyś, że gdy w 1993 roku kręcił na Kazimierzu Listę Schindlera to jego i całą ekipę ogarniał smutek, że kręci film na cmentarzu. Miał pan od tego czasu okazję z nim rozmawiać i przekonać, że coś od tego czasu się zmieniło?
- Miałem okazję rozmawiać ze Stevenem Spielbergiem w Krakowie. To było 2-3 lata temu. Powiedziałem mu o tych zmianach. Dla niego to było niesamowite. Był dumny, że mógł pomóc dzięki nakręceniu  Listy Schindlera. Teraz cieszy się kiedy słyszy, że mamy Centrum Społeczności Żydowskiej, nowe życie dla Żydów w Krakowie. To było ciekawe. On był bardzo dumny.

32%
68%
WASZE KOMENTARZE

Liczba komentarzy: 0