|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Penderecki 85

Muzyka Jubilata w doskonałym wykonaniu, długa owacja na stojąco zgotowana przez publiczność Mistrzowi, życzenia i gratulacje – tak Kraków uhonorował Krzysztofa Pendereckiego, który 23 listopada skończył 85 lat. Koncert, który odbył się w sobotę 24 listopada, w dzień po urodzinach, ściągnął tłumy do Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. I jak na taki wieczór przystało nie zabrakło kwiatów i okolicznościowych adresów: od prezydenta Krakowa i od rządu… ale tylko niemieckiego. Zagrała Sinfonietta Cracovia zaś solistami byli: trębacz Gábor Boldoczki oraz muzycy Filharmonii Wiedeńskiej: pierwszy flecista Walter Auer i pierwszy klarnecista Daniel Ottensamer. Całość poprowadził Jurek Dybał.

fot: A. Malatyńska

Był to piękny wieczór, pełen radości, entuzjazmu i przede wszystkim dobrej muzyki. Jubilat był jak zawsze w doskonałej formie, młodzieńczy, tryskający energią a do tego jeszcze muzyka, świadcząca o mistrzostwie krakowskiego twórcy:, lekka, fantastycznie brzmiąca, pokazująca całe piękno orkiestry. Faktem jest, że wiele ten wieczór zawdzięcza muzykom Sinfonietty Cracovii, którzy zagrali jak uskrzydleni. Trudno się dziwić. Wieczór ten był hołdem złożonym naszemu kompozytorowi, krakowskiemu. Bo choć Krzysztof Penderecki urodził się w Dębicy, to jednak prawie całe swoje życie jest związany z Krakowem. Warto dodać, że od pięciu lat kompozytor jest Honorowym Obywatelem Krakowa.

Wieczór wypełniły utwory Jubilata: Sinfonietta nr 3 „Kartki z nienapisanego dziennika”; Koncert na klarnet, smyczki, celestę i perkusję; Koncert fletowy; Trzy utwory w dawnym stylu; a także fragmenty opery „Ubu król”. Ponadto ciekawostką  wieczoru stało się wykonanie Koncertu Es-dur na trąbkę i orkiestrę Haydna, klasyka wiedeńskiego, ale z kadencjami Pendereckiego. To zestawienie różnego języka muzycznego w ramach jednego utworu pokazało różnice stylistyczne, ale także ujawniło dowcip i humor Krzysztofa Pendereckiego, który w tych kadencjach nie tylko dyskutował, ale jakby wręcz przekomarzał się z Haydnem.

Zachwyciła mnie Sinfonietta nr 3 „Kartki z nienapisanego dziennika”. Utwór ten powstał dziesięć lat temu na 75. urodziny Krzysztofa Pendereckiego, ale  jako kwartet smyczkowy. Został prawykonany w Warszawie i wówczas kompozytor zwrócił uwagę nie tylko na tytuł utworu, ale również,  że użył w nim motyw huculski, który grywał na skrzypcach w domu jego ojciec, adwokat.  Wykorzystanie tego motywu z dzieciństwa stało się dla kompozytora pewnego rodzaju sentymentalną podróżą w czasie. W cztery lata później kwartet został przez twórcę rozpisany na orkiestrę a prawykonania wersji orkiestrowej dokonała Mϋnchener Kammerorchester.

I właśnie w tej wersji kompozycja mnie wzruszyła. Było w niej niezwykłe ciepło, co podkreślone zostało użyciem wielu pięknych tematów. Tu właśnie doskonale było słychać, że uroda melodii ma dla kompozytora znaczenie. I tu też można było usłyszeć misterną tkankę orkiestracji, godną Mistrza. Wszystko ułożyło się w pewien sielski wręcz obraz całości.

Prawdziwym popisem maestrii Krzysztofa Pendereckiego okazały się fragmenty opery „Ubu król”. Dawno nie słyszałam tego utworu, choć pamiętam doskonale wersję krakowską tej opery, z początku lat 90., wyrezyserowaną przez Krzysztofa Nazara, pod batutą Ewy Michnik i z kostiumami Zofii de Ines.  Prezentowana ona była właśnie na deskach Teatru im. Juliusza Słowackiego. Pamiętam rozmach tej inscenizacji, ogromne ruszające się podesty… To robiło wrażenie. Ale kiedy odrzucimy ten cały operowy świat: kostium, scenografię i światła, to możemy się skupić na muzyce.  A ta okazała się podczas wieczoru w Teatrze im. Juliusza Słowackiego autentycznie niezwykła. Słychać w niej było, szaleństwo, ironię, groteskę, wręcz chichot kompozytora. Czuło się zabawę formą i gatunkiem. Można się było uśmiechnąć i zatracić w tym uśmiechu. Dobre poczucie niszczyła tylko świadomość, że sztuka Alfreda Jarry’ego, sprzed 120 lat, w sarkastyczny sposób pokazująca mechanizm władzy, nadal jest aktualna.

 

Rok jubileuszowy Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie trwał od stycznia. Zresztą podobnie jak w wielu innych polskich miastach i wielu krajach. Krzysztof Penderecki jest przecież dobrem światowym. Jedynym polskim współczesnym artystą, który przy nazwisku nie musi mieć rozszerzenia kim jest; jedynym znanym także tym, którzy nie odróżniają Bacha od Offenbacha. Ale to przede wszystkim twórca niezwykle ciekawy. Buntownik z urodzenia i artystyczny prowokator. Wiele lat temu stanął na czele awangardy szokując świat, a następnie ruszył własną drogą, można by powiedzieć upraszczając, że ku pięknu. Kiedy mówi się, że Krzysztof Penderecki porzucił awangardę, kompozytor zawsze się obrusza, bo twierdzi, że to awangarda odeszła od muzyki, a on muzyce pozostał wierny. Jego droga artystyczna była kręta. Choć nie raz musiał się wracać, by móc za chwilę iść do przodu. Niemal jak w labiryncie.

Zresztą labirynt, jako forma dla Krzysztofa Pendereckiego ma znaczenie nie tylko w twórczości. W Lusławicach, w parku, który założył wokół swojego dworu, ma kilka posadzonych labiryntów.  Natura wpływa na twórczość Krzysztofa Pendereckiego, często tworząc mocne związki. Kompozytor twierdzi, że twórca powinien być jak drzewo, podwójnie zakorzeniony, w ziemi i w niebie.

Wszyscy znają miłość Krzysztofa Pendereckiego do drzew, kompozytor posadził ich w Lusławicach około 800. Jubileusz nie mógł się więc obejść bez drzew. Przed koncertem w Teatrze im. Juliusza Słowackiego, na Plantach, pod dębem burgundzkim, zasadzonym przez kompozytora w 2013 roku przy fontannie „Fortepian Chopina”  obyła się uroczystość odsłonięcia tabliczki z nazwą drzewa: „Pender” zorganizowana przez Filharmonię Krakowską. Zaś podczas koncertu w Teatrze im. Juliusza Słowackiego Jurek Dybał, dyrektor Sinfonietty Cracovii, która powstała przecież dzięki inicjatywie Mistrza, podarował kompozytorowi drzewo – buk.

Podobno wszystkie drzewa posadzone przez Krzysztofa Pendereckiego mają się dobrze. Tak samo, jak wszystkie jego utwory, które co chwilę przechodzą zwycięsko próbę czasu i fascynują kolejne pokolenia melomanów.

Panie Profesorze, Maestro, wszystkiego najlepszego!

 

60%
40%
WASZE KOMENTARZE

Liczba komentarzy: 2

Kazik

Czwartek, 6 grudnia 2018, 10:01

Też pamiętam Króla Ubu. Był to świetny spektakl. Rozmach tej krakowskiej inscenizacji był imponujący. Jak na tamte lata.

Odpowiedz

Ala

Poniedziałek, 3 grudnia 2018, 13:14

Najserdeczniejsze życzenia dla pana Krzysztofa Pendereckiego!

Odpowiedz